16/09/2026
Niebawem skończę 54 lata i od kilku dni chodzi za mną jedna myśl.
Ile jeszcze razy?
Zaczęłam liczyć życie nie w latach, ale w razach, które jeszcze przede mną.
Ile jeszcze Wigilii? Kiedy dom pachnie świętami, przy stole jest za głośno, a ja patrzę na ludzi, których kocham i chciałabym zatrzymać ten obraz na zawsze.
Ile jeszcze wakacji takich naprawdę pięknych, z których wraca się opaloną nie tylko od słońca, ale jakby od życia?
Ile razy usiądę przy długim stole z przyjaciółmi, będziemy pić wino, gadać do nocy i śmiać się do łez?
le razy powiem Rafałowi kocham?
Ile razy jeszcze to od Niego usłyszę?
Bo ja kocham słowo kocham. Zachłannie. W każdej wersji i odmianie. Nadużywam go do bólu i nie zamierzam się leczyć. Nigdy mi się nie przeje.
Trochę jak ogórki kiszone.
I wiecie, co jest dziwne?
Kiedy myślę o tym, czego jeszcze chcę od życia, nawet przez sekundę nie przychodzi mi do głowy kolejny pierścionek. Mam ich za dużo, a i tak lubię kolejne.
Nie myślę o rzeczach.
Myślę o ludziach.
Ile razy powiem komuś zostań chwilę dłużej? Ile razy przytulę kogoś trochę za długo? Ile razy pomyślę zadzwoń i naprawdę zadzwonię, zamiast odkładać to na jutro?
Ile razy zrobię coś szalonego? Wymyślę wydarzenie, zaproszę do naszego miasta kogoś niezwykłego i będę czekała jak dziecko, czy ludzie przyjdą?
Mam apetyt na tworzenie chwil, które zostają w pamięci.
Ile razy założę piękną sukienkę bez powodu, wypiję wino gdzieś we Włoszech, pojadę za daleko na koncert i zrobię sobie własną dolce vitę?
Kiedy jesteśmy młodzi, wydaje nam się, że wszystkiego jest bez końca.
Będzie następna Wigilia, lato, kolacja, następne urodziny i następne kocham.
A potem życie bardzo cicho uczy nas, że nie wszystko ma następny raz.
Dlatego przed 54. urodzinami nie myślę o tym, ile mi zostało.
Myślę, ile jeszcze mogę zmieścić.
Chcę być zachłanna.
Na ludzi. Miłość. Podróże. Śmiech. Wzruszenia. Pomysły. Stoły pełne tych, których kocham. Na rzeczy trochę za duże, nierozsądne i szalone.
Chcę zużyć swoje życie.
Nie zachować je w idealnym stanie.
Bo kiedy kiedyś przyjdzie mój ostatni raz, chciałabym pomyśleć tylko:
Boże, ale ja się tym życiem nazachłannie żyłam.